niedziela, 24 marca 2019

Królicze opowieści. Autobus.

W Uszatkowie na ulicy Marchewkowej pod nr 19 mieszkają państwo Pompuchy wraz synkiem Frankiem. Każdego dnia przyprawia swoich rodziców o ból głowy. Wraz ze swoimi przyjaciółmi Lolą i Kajtkiem zawsze ma coś ciekawego do roboty. Lola jest białą, smukłą króliczką. Natomiast Kajtek to puszysty brązowy łobuz. Franek oczywiście uważa, że jest najsprytniejszy z całe trójki. 
Na dzisiaj mają pomysł. pojadą autobusem nad jezioro. Kiedy Franek właśnie obmyślał plan jak niezauważenie wyjść z domu usłyszał głos.
-Franek!
To wołała mama. pani Felicja pracuje w urzędzie Uszatkowa. Jest zastępcą burmistrza Uszatkowa. Bardzo ceni sobie punktualność i dobre maniery. A już na pewno uważa, że jej syn powinien być wzorem dla innych króliczątek.
- Franek! Natychmiast  zejdź na dół!
- No mamo!
-Żadne 'no mamo' tylko zejdź bo musimy wychodzić.
Tym sposobem Franek został odciągnięty od planowania dzisiejszej wycieczki.
- Franek masz 5 minut na to żeby zjeść śniadanie i musimy iść. Przecież za chwilę będę spóźniona a muszę jeszcze Ciebie odwieźć do szkoły.
- Mamo a może pojadę z Lolą? Wtedy będziesz miała więcej czasu i nie spóźnisz się do pracy.
- Myślisz? Mam dzisiaj ważne spotkanie. 
- Oczywiście pani Ela mówi, że zawsze mogę z nimi jechać. 
- Dobrze. W takim razie zadzwonię do pani Eli i po proszę żeby Ciebie zabrała.
- NIE! W sensie wiesz mamo oni też się teraz szykują i nigdy u nich nie ma kto odebrać telefonu. podejdę do nich i tyle. Pani Ela na pewno nie będzie zła.
Pani Felicja spojrzała na syna i coś jej  nie pasowało. Jednak tak bardzo potrzebowała byc na czas w urzędzie , że pocałowała syna w czoło i wyszła do pracy.

Franek bardzo zadowolony z siebie wiedział, że plan wyjazdu nad jezioro wypali. Potarł łapki, chwycił plecak i wyszedł po Lolę.
Zaraz za rogiem spotkał Kajtka który wcinał własnie kolejną kanapkę.
- Cześć - powiedział z pełną buzią.
- Cześć. Znowu jesz?
- No nie miałem czasu żeby porządnie zjeść śniadanie. Powiedziałem mamie że jadę z Twoją i wybiegłem z domu.
- Oj. To nie dobrze bo ja powiedziałem, że pojedziemy z mamą Loli. 
Nagle słyszą z oddali 
-Czeeeeść!
To Lola biegła w ich kierunku.
- Dobra to jak jesteśmy wszyscy to czas na wyjazd nad jezioro. Gotowi?
Lola i Kajtek popatrzyli po sobie.
- Franek? jak pozbyłeś się mamy? 
- Powiedziałem, że pojadę z Twoją mamą.
- A co zrobimy jak Twoja mama zadzwoni do mojej?
- Nie zadzwoni. Ma ważne spotkanie. Nie miała do tego głowy. A skoro nie musimy się tym martwić to co idziemy na autobus?
Tym sposobem ruszyli na przystanek autobusowy. Kiedy do niego doszli okazało się, że na przystanku siedzi pani Łapka. Sąsiadka Franka.
- Franek, patrz.
- Będą problemy.
- Gdzie tam, nawet nie wróci na nas uwagi.
- No nie wiem. 
Nim podeszli pani Łatka poprawiła sobie okulary i uważnie się im przyglądała.
Dzieci starały się nie podchodzić zbyt blisko żeby nie zwracać na siebie uwagi. Kiedy tak stały podjechał autobus, który jechał w kierunku ich szkoły. Kierowca przyglądał im się ale nic nie powiedział kiedy dzieci nie wsiadły do środka. Za to pani Łatka głośno powiedziała:
- No widzę Franek że musisz sobie okulary kupić skoro nie zauważyłeś autobusu do szkoły.
- yyy dzień dobry. Nie to nie tak. My dzisiaj jedziemy najpierw do naszego chorego kolegi. Wie pani codziennie jedzie ktoś inny.
-Tak? a gdzie kolega mieszka?
- yyy na osiedlu koperkowym.
W tym czasie podjechał autobus na napisem OSIEDLE KOPERKOWE.
Króliczątka niewiele myśląc wsiadły do niego zostawiając sąsiadkę na przystanku.
Były zadowolone bo kolejna przeszkoda dnia została pokonana a wypad nad jezioro nie był już zagrożony. No prawie. Bo teraz jechali nie w tym kierunku co zamierzali. Dlatego na najbliższym przystanku postanowiły się przesiąść.
Kiedy wysiadły z autobusu odkryły że muszą przesiąść się jeszcze dwa razy żeby mogły trafić na przystanek, z którego odjedzie autobus nad jezioro.
- Franek a co jak pani Łatka powie naszym mamom że nas widziała?
- Nie powie. Jak ma to zrobić skoro nasze mamy są zajęte?
Lola patrzyła niepewnie. W tym czasie Kajtek zaczął przebąkiwać że jest głodny. 
Radzi nie radzi podeszli do budki z marchewkami i postanowili kupić mu kilka żeby już był cicho.
Kiedy odbierali swoje porcje marchewek Franek zauważył swojego tatę. Pan Antoni właśnie podjechał swoim autem warsztatowym pod dom jakiejś pani. 
- Lola, Kajtek kryjcie się!
Króliki schowały się za budkę i czekały aż pan Antoni odjedzie. W tym czasie przejechały dwa autobusy, którymi mogli jechać w dalszą podróż.
Niestety sytuacja nie wyglądała dobrze a nawet było gorzej bo pan Antoni szedł właśnie w kierunku budki z marchewkami. Jeśli ich zobaczy zdenerwuje się, że nie są w szkole. 
Wtedy właśnie zaczepił go znajomy i dzieci wsiadły do pierwszego lepszego autobusu a tam siedziała pani Łatka... a autobus jechał w kierunku szkoły...
- Widzę Franciszku że wizyta u kolegi dobiegła końca. Jak się kolega czuje?
- Kolega?
- No mówiłeś że jedziecie do chorego kolegi.
- A tak. Ma się dobrze
- Widzę że bardzo staraliście się dojechać na czas do szkoły. Mówiłam twojej mamie że na pewno coś musiało się stać skoro mama Loli was nie zawiozła. 
- Mojej mamie?
- No tak. Byłam u niej na spotkaniu w urzędzie i mówiłam, że spotkałam waszą trójkę na przystanku. Była zdziwiona. I zadzwoniła do mamy Loli.
- Mojej mamy?
- Tak Lola. A w tym czasie zadzwoniła Pani Ala i pytała czy zdążyliście bo Kajtek tak bardzo się spieszył że nie zabrał śniadania.
Blady strach padł na króliczątka. Wiedziały, że teraz już muszą jechać do szkoły i że po szkole czeka ich nieprzyjemna rozmowa.
NA długo zapamiętają, że nie należy planować wypadu nad jezioro autobusem.